Witam!

Ja-ja-ko doświadczona nie wiekiem a liczbą dzieci, chcę się podzielić swoją wiedzą dotyczącą wszystkiego co dotyczy maluchów. Ponieważ nie przepadam za "dobrymi radami" - czyli po prostu nie lubię być pouczana, nie traktujcie moich wpisów zbyt dosłownie :)

piątek, 16 grudnia 2011

adwentowo

Oj, wiem, że to już ostatni tydzień Adwentu, ale dla młodszych dzieci, które nie lubią długo czekać, może będzie akurat. Do stworzenia kalendarza wykorzystałam pudełko po pizzy - potrzebna była przenośna wersja dwuosobowa. Wycięłam z zielonego papieru wieniec, z białego papieru paski na świeczki. Ze starych pocztówek wycięłam Maryję i Dzieciątko. Razem z dziećmi powymyślaliśmy prezenty dla małego Jezusa, narysowałam ich symbole na małych kartkach papieru.



Codziennie wieczorem dzieci malują po jednej świeczce i wybierają jeden prezent dla Pana Jezusa.  Za spełnione postanowienie, przyklejają prezent obok czekającej na Dzieciątko Maryję. W dzień Wigilii, dzieci malują ostatnią świeczkę i przyklejamy obrazek Jezusa - już czas żeby się narodził. Podczas malowania dzieci mogą uczyć się kolęd, jest to też doskonały czas na pogadanki religijne. Jak w prawdziwym kalendarzu adwentowym, na dzieci powinny czekać jakieś drobne słodycze :)

wtorek, 15 listopada 2011

może nad morze

Zaszalejmy. Zróbmy w pokoju dziecięcym morze. Potrzebne są - kolorowe kartki papieru, ewentualnie karton, papierowe talerzyki, kolorowa bibuła, nitka, sznurek lub linka i oczywiście kredki, farbki, nożyczki oraz wszystko co nam się może przydać. Z kartonu lub kolorowego papieru wycinamy duże (ok 30-50cm) ryby - rekiny, wieloryby, rybki z rafy koralowej lub cokolwiek co rybę przypomina. Wycinamy im super zęby i piękne płetwy. Do dalszej obróbki zapraszamy dzieci - niech pokolorują lub pomalują ryby. Do brzegów papierowych talerzyków przyklejamy wąski paski bibuły - to będą nasze meduzy. Rzecz jasna meduzy idą pod "ręce" dzieci w celu dekoracji. W pokoju dziecięcym zawieszamy solidnie i wysoko sznurek, następnie podwieszamy nasze cudeńka na nitce. Pamiętajmy o ostrożności, co by nasze pociechy na tych linkach same się nie zawiesiły. Czyli ryby podwieszamy na cienkich nitkach i możliwie nie na wysokości głowy dziecka. Do linki doczepiamy dłuuuugie paski bibuły - koniecznie zielonej - to będą wodorosty. I tak otrzymujemy piękną głębinę morską. Możemy się w niej bawić w rybki, poszukiwaczy skarbów (wtedy należy zadbać o "skarb ukryty"), nurków i co tam się nam jeszcze wymyśli.


To nasze morze. Długo nie przetrwało -  ściąganie rybek i wodorostów było najfajniejsze. Aha - jeszcze wycięte na planie koła spirale - nasze groźne węże morskie.

poniedziałek, 14 listopada 2011

księga wiedzy II + pamiętnik twórczości dziecka

Księga wiedzy - kilka stron"

Skąd woda w toalecie?          Skąd się biorą jajeczka?
 
 My-jemy-ząbki                           Koła, trójkąty, kwadraty

A to już cześć archiwum - może stanowić część księgi wiedzy bądź prace dzieci można zachowywać w osobnym zeszycie

recycling

Ech, taki sobie krótki post o zwierzętach. Po urodzinach czy zakupach zawsze zostaje dużo kartonów oraz pudełek z twardszego niż kartka papieru. I ja mam taką dziwną przypadłość, że żal mi tych kolorowych kartoników, pudełeczek i boxów. Aby zaspokoić swoją żądzę recyclingu, proponuję dzieciom zabawę w tworzenie zwierzątek. Rysuję kontury w 2D (patrz obrazki), proszę dzieci aby je pokolorowały i wycięły. A potem składamy nasze "animalsy" w 3D.



                                          Klowa-lova, jesz i kłet.

                              Najprostsza łaciata - pamiętać w wymionach!


                                          Czasem trzeba wspomóc się klejem...

poniedziałek, 7 listopada 2011

w co się bawić z dzieckiem

Dość narzekania i wytykania naszych błędów. Na prośbę Frooszki rozpoczynam epopeję "w co się bawić z dzieckiem". Na początek trochę teorii.
1. Cierpliwość. My wiemy co się robi z plasteliną, kredkami i klejem. Ale dla dzieci to są kolejne zabawki, które będą rozsmarowywać po ścianach, żuć, gryźć i zjadać. A po 5 minutach zabawy mamy pół godziny sprzątania. Ale warto! Warto tłumaczyć, że farbki nie są do jedzenia, warto pozwolić sobie na totalny bałagan w naszym czystym i pięknym mieszkaniu.
2. Zapomnij o oczekiwaniach. Myślisz, że gdy pokażesz dziecku jak się lepi ślimaka albo kręci kulki z plasteliny i dziecko powtórzy po tobie wszystkie czynności? Zapomnij. Zosia w II piętra już pięknie koloruje a nasza Asia ledwo trzyma kredkę. Dlaczego tym się przejmujesz? Twoja córeczka to Asia a nie Zosia, i to Zosię będziesz zachęcać do wspólnego rysowania.
3. Zbieraj z dzieckiem wszystko co wydaje ci się przydatne do zabawy. Kamyki, patyki, deseczki, liście, kawałki sznurka czy włóczki, suszone kwiaty, gazety, kolorowe buteleczki, pudełka po herbacie - słowem wszystko co nadaje się "do recycligu".
4. Zachęcaj, ale z rozsądkiem. Jeśli dla dziecka coś jest za trudne i irytujące, odpuść.
5. Podążaj za dzieckiem. Jeśli interesuje je coś, drąż, opowiadaj, rysuj, wycinaj - niech dziecko uczy się dzięki twojej inwencji. 

To tak w skrócie. Każdy rodzic pewnego dnia przekona się, że dla rocznego dziecka ciekawsza będzie plastikowa butelka z wodą niż super droga zabawka, która dźwięczy, piszczy i kwiczy oraz świeci. Tak samo pożądane są wszystkie przedmioty codziennego użytku, które używają dorośli. Gary, miski, łyżki, młotki (!), komórki - słowem wszystko co dzieci widzą u swoich rodziców. Oczywiście pewne przedmioty powinny być dla dziecka tabu - moim zdaniem jest to pilot, komputer, komórka - przynajmniej do 5-6 roku życia. Ale inne są dla dziecka super ciekawe i rozwijające.
 Jedną z najprostszych zabaw dla małych dzieci jest manipulacja ciastoliną, plasteliną i innymi masami plastycznymi. Owszem, można kupić ciastolinę po 20 zł za 30 dag, ale można również zrobić masę solną samemu za 2 zł. Przepis zaczerpnęłam z książki Trish Kuffner "Jak to zrobić" - naprawdę polecam.
Masa solna - szklanka maki, pół szklanki soli, trochę wody, ew. łyżeczka oleju - zagnieść. Z takiej masy możemy zrobić dosłownie wszystko - od świątecznych aniołów, "ciasteczek" do zabawy, a możemy także do masy dodać barwniki (np. temperę w proszku) i trzymać w foliowym woreczku w lodówce oraz wykorzystywać kiedy tylko chcemy. Maluchy mogą kroić, zagniatać masę, odrywać kawałki i bawić się nimi. Starsze dzieci mogą  lepić z ciastoliny różne zwierzątka, przedmioty.

                                            Malowanie bałwanków z masy solnej


Spodobał mi się pomysł z książki na stworzenie "Księgi wiedzy". W książce opisujemy spacery, wycieczki, tematy, którymi interesuje się dziecko.Można wydrukować zdjęcia ze spacerów, wkleić mapę Polski i zaznaczyć gdzie mieszkają bliskie nam osoby itd. W naszej księdze mamy różne strony dotyczące ciekawych dla dzieci tematów. Jamba interesuje się wulkanami, więc mamy zdjęcia wulkanów i gejzerów. Oglądaliśmy bajkę "Wpuszczeni w kanał" więc narysowałam dzieciom rury z wodą do kranu, wanny, z umywalki i toalety, do oczyszczalni. Dzieciaki potem kolorowały obrazek. To niesamowite jak wpływamy na wiedzę, światopogląd naszych dzieci. Kiedyś (Jamba miała ze 2,5 roku), oglądaliśmy bajkę o Kubusiu Puchatku. Po scenie gdy przyjaciele odwiedzili Pana Sowę, Jamba zapytała dlaczego Kłapouszek mógł wejść do domu na drzewie skoro on nie umie wchodzić po drabinie (!). Odpowiedziałam, że to bajka, a w bajce wszystko jest możliwe. Znajomi stwierdzili, że brnęliby w wytłumaczenia, że jakoś tam wszedł, że czary-mary... Tłumaczmy dzieciom wszystko jak najbliżej prawdy. Obrazujmy im to stosownie do ich wieku. To my jesteśmy pierwszymi nauczycielami i nie tylko kształtujemy ich wiedzę, ale i strukturalizujemy ją. W każdym razie księgę wiedzy polecam.

                                                                   Krasnal z lasy solnej

poniedziałek, 17 października 2011

jeden kocyk żeby nie było zimno, a drugi żeby było ciepło

Nasza wada narodowa. Ciepły letni dzień, mama w bluzce, krótki rękaw, lekka spódniczka sandałki. Dziecko - polarowa czapeczka, kurteczka zapięta pod szyję, przykryte kocykiem po pachy. Dziecko w wózku leży, czerwone z gorąca, ruszać się nie może, albo nie chce bo nie ma siły. To nie jest jakiś wyjątek. I te okropne czapeczki nawet w upalne dni. "Bo dziecko zachoruje, uszy i nerki - wszystko będzie chore"! Ja się nie dziwię, że gdy spocone dziecko wyjdzie z autobusu, czapeczka się podniesie, wiatr zawieje - nagła zmiana temperatur i bakterie się cieszą. Skąd ten szał na ubieranie dzieci jak na zimę syberyjską się bierze - to ja nie wiem. Dzieci nie hartowane, hodowane w sterylnych warunkach, nie mają szansy ćwiczyć swoich układów odpornościowych. Co choroba to antybiotyk, wyjałowione z wszelkich bakterii, nie mają jak się bronić. I ciągle te gile. Cieszą się tylko koncerny farmaceutyczne - co wizyta stówka w aptece zostaje.

poniedziałek, 3 października 2011

Szwecja z katalogu IKEA

Weekendowa wycieczka do Malomoe z Frooszką - nasz urlop macierzyński bez dzieci. Już pierwszego dnia Frooszka zauważyła, że na ulicach i w domach (Szwedzi raczej nie mają firanek w oknach) wszystko wygląda jak z ze zdjęcia w katalogu IKEA. To nie są ustawki z białymi meblami i hordami włóczących się po fotografiach dzieciaków. A na ulicach pełno rowerów, całe rodziny spacerują i przemieszczają się na wszystkim co ma koła. Całe metry sześcienne samców pchających wózki, chodzących z dziećmi do pizzerii czy na lody. Wszyscy uśmiechnięci, normalni. Nie, to nie jest hymn pochwalny - wiem, że Szwecja to nie raj. Chodzi mi bardziej o nastawienie do rodziny czy rodzicielstwa. 15 stopni, park i rodzina na pikniku, dzieciaki biegające i grające w różne gry - jakoś tak lżej na sercu. U nas też nie jest źle - przecież to nie jest Afganistan. ALE... idę na plac zabaw w GDA. Mama nie wejdzie po piaskownicy z dzieckiem bo ma za ładne buty (-mamooo, pobaw się ze mną! - nie będę wchodzić na piasek [cyt.przyb.]), ojcowie zostawiający swoje dzieci w piaskownicy i spie..jący daleko za płot placu zabaw... Smutne to trochę. Mi nie chodzi o to, żeby chodzić za 3-latkiem krok w krok, ale dziecko trzeba nauczyć bawić się, dopiero potem ono bawi się samo i wykorzystuje swoją wiedzę. A mama uczy czegoś innego niż tata. To logiczne i nie mam na myśli uczuć, emocji i tego co zazwyczaj kojarzy się z męskością czy kobiecością, bo mama i tata inaczej postrzegają świat, posiadają wiedzę niezależną od ich płci. Nie jestem zwolennikiem postawienia znaku równości pomiędzy mamą i tatą, choć w Szwecji na ulicy tak to wygląda. Chodzi mi o pokazaniu różnorodności tej związanej i niezwiązanej z płcią. Jabbers przyszedł dziś z misiem pod bluzką i mówi, że urodzi dzidzię. Tłumaczyłam mu, że każdy ma swoją rolę - niektórzy są tatusiami i opiekują się dziećmi, niektórzy są mamusiami i  rodzą dzieci, ale każdy jest dla dziecka czymś ważnym. Nic tak nie smuci gdy ktoś wraca z pracy, bawi się z niemowlakiem a gdy on zaczyna płakać woła do współmałżonka - zabierz go bo on płacze. A przecież można się położyć na kocu z dzieckiem i spróbować się poprzytulać, pozwolić maluchowi na bliskość, nawet gdy jesteśmy zmęczeni.

Wspólne rodzicielstwo jest fajne!